Pamiętam te słoneczniki
Co rosły rzędem przy płocie
– Ich oczy nie bały się słońca
Ich głowy topiły się w złocie

Pamiętam jak ciężkie trzmiele
Zgarniały nektar z ich twarzy
A one po takim zabiegu
Kusiły wyglądem malarzy

Stąd pewnie dzieło van Gogha
– Nikt nie prowadził mu ręki
Gdy pędzel zmoczony farbą
W ramy obsadzał ich wdzięki

Żyją w tych ramach do dzisiaj
Jak kiedyś gdy rosły w rzędzie
Spokojne bo w takiej formie
Kolorów im nie ubędzie

Pod płotem są równie piękne
Wspomaga je słońce na górze
W zamian z podmuchem wiatru
Kłaniają się matce naturze

Więcej obrazów z przeszłości
Odkrywać tak jestem skory
Zwłaszcza gdy dłubię słonecznik
W długie zimowe wieczory

Category: Wszystkie wpisy
You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.
Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*